|
Dzień po tym, jak TVP Kultura wyemitowała dramat Ibsena w klasycznej adaptacji Jana Świderskiego, mieliśmy okazję obejrzeć nową wersję. Po zobaczeniu spektaklu mam nieco mieszane uczucia. To, o czym mówi w swym dramacie Ibsen, czyli układy, oportunizm i zderzenie ideałów z brutalną rzeczywistością, pozostaje niezmienne, dlatego też - dość skrócony - tekst nadal wybrzmiewa z wystarczającą mocą. Reżyserka przeniosła akcję w czas bliżej nieokreślony, lecz z pewnością bliższy współczesności niż realiom, w których tworzył Norweg. W każdym razie jej wersja "Wroga ludu" ma w sobie atmosferę utworów Kafki, ale można tu też wyczuć ślady kina moralnego niepokoju. Wszak główny bohater trochę postacie z tego nurtu naszej kinematografii przypomina. I tu dochodzę do największej wady spektaklu, czyli właśnie postaci Doktora, którego zagrał Piotr Franasowicz. A zagrał moim zdaniem niezbyt dobrze. Ideowiec nie musi być postacią papierową i mało wyrazistą. A ten Doktor sprawia takie wrażenie, nawet gdy głośno mówi. Pół żartem, pół serio można stwierdzić, że nie ma w tym nic zaskakującego, że nie przekonał miasta do swoich racji. Nie podobała mi się też scena w sali wykładowej - sztuczna i wysilona, choć z przejmującym epizodem Globisza. Na szczęście realizacja i pozostali aktorzy, zwłaszcza Lewandowski, Lamża, Ferency czy Małecki, byli w tym spektaklu na wysokim poziomie, więc ogólnie oceniam go dobrze, choć przecież nieudana rola główna to duży minus dla całości. Muszę teraz obejrzeć tę adaptację Świderskiego (przed laty widziałem jeszcze wersję Trzaskalskiego i dość mi się podobała), bo jeszcze nie miałem okazji.
_________________ My żyjemy!
Ostatnio edytowano 29 września 2026, 14:14 przez karel, łącznie edytowano 1 raz
|