|
Nie wiem, co jest największą wadą tego filmu: niezborny scenariusz czy irytujące bohaterki. Tytułowe siostry, na co dzień za sobą nieprzepadające, jadą na Ukrainę po chorego ojca, który jest wolontariuszem, został ranny i przebywa w tamtejszym szpitalu. Intencje były szlachetne, wrażenie robią zdjęcia kręcone w ukraińskich plenerach i miastach (co odróżnia film Karwowskiego choćby od "Ludzi", zrealizowanych w całości w Polsce). Ale na tym pozytywy się kończą. Bohaterki postępują w sposób nielogiczny, jakby nie miały w ogóle instynktu samozachowawczego albo były zwyczajnie głupie. Trudno im kibicować. Z kolei Ukraińcy sportretowani są wyjątkowo stereotypowo i niemal wszyscy służą bezinteresowną pomocą, podkreślając na każdym kroku jak bardzo wdzięczni są Polsce i Polakom - efekt jest drażniący i groteskowy. Mogło wyjść przejmujące kino drogi, ale mimo niezłego aktorstwa i kilku dobrych, mocnych scen otrzymaliśmy film z fatalnym scenariuszem, nieudany i męczący. 4/10
_________________ My żyjemy!
|