|
Nie bardzo wiadomo, co napisać po obejrzeniu tego filmu... Bo z jednej strony dobrze, że powstają międzynarodowe produkcje o postaciach tak nietuzinkowych jak Krystyna Skarbek, z drugiej jednak straszna szkoda, że są one tak nieudane. A właśnie nieudanym filmem jest "Skarbek" w reżyserii Jamesa Marquanda. Na dobrą sprawę nie jest to wcale film o tej niezywkłej agentce. I trudno powiedzieć, o czym w rzeczywistości jest. Gdzieś przeczytałem, iż to bardziej film o francuskim ruchu oporu... Faktycznie, niewiele o samej bohaterce się dowiadujemy, bo scenariusz jest fatalny, szczątkowy i niezborny. Niby Skarbek ciągle widać na ekranie, tylko że nic z tego nie wynika. Grająca tytułową rolę Morgane Polanski została nawet niedawno nominowana do Węży. Uważam, że to lekka przesada. Rola rzeczywiście jest niezbyt udana, ale to w dużej mierze wina wspomnianego słabego scenariusza. Na czym polegał fenomen tej kobiety? Co było w niej wyjątkowego i ciekawego? Tego się nie dowiadujemy. Polscy aktorzy (Adamczyk, Kulesza, Trojan, Beler, Głowacki) przemykają przez ekran jak postacie z gry komputerowej i równie dobrze mogłoby ich w filmie nie być, zaś Adamczyk jako oficer SS jest wręcz groteskowy. Jest kilka scen walk i zdjęć, na których można zawiesić oko, a cały film ogląda się w miarę nieźle, zaś senas mija szybko. I tylko dlatego daję ocenę 4/10, choć w zasadzie równie dobrze mógłbym przyznać punkt mniej. Skarbek brała udział w różnych misjach, z których wychodziła zwycięsko. Reżyser i scenarzysta w jednej osobie niestety poległ w zderzeniu z tematem.
P.S. Miałem nieszczęście widzieć film z nieznośnie sztucznie brzmiącym polskim dubbingiem, który spowodował, że "Skarbek" odebrałem jako dzieło jeszcze mniej przekonujące.
_________________ My żyjemy!
|