|
Dzięki temu, że kolega pik jakiś czas temu wspomniał, że na TVP VOD udostępnione zostało kilka filmów z tego fabularnego cyklu, to sobie go w okresie świątecznym przypomniałem (część widziałem chyba po raz pierwszy). Można mieć niebezzasadne skojarzenia z "Dekalogem" Kieślowskiego, przy czym tutaj wspólny element łaczący wszystkie historie jest taki, że zawsze akcja rozgrywa się w weekend. Cykl Zanussiego jest jednak znacznie słabszy. Co prawda rozterki i problemy inteligencji żyjącej w drugiej połowie lat 90. wciąż mogłyby być uważane za aktualne czy uniwersalne do dziś, ale do tego potrzeba było lepszej realizacji. Niestety... Zanussi z "Opowieści..." to może nie ten reżyser koszmarnie nieudanych filmów z ostatnich lat, ale też w formie wyraźnie słabszej niż w latach 70. czy 80. Te kilka części cyklu, które obejrzałem, były przegadane, nużące, momentami niezamierzenie śmieszne (jak choćby "Słaba wiara", chyba - nomen omen - najsłabsza z wszystkich). Owszem, u Zanussiego zawsze się w filmach "gadało". Ale to były rozmowy o czymś, a nie stek publicystycznych czy pretensjonalnych banałów. Mimo wszystko nie zaszkodzi "Opowieści weekendowe" obejrzeć z kilku powodów: - występuje tam mnóstwo świetnych aktorów, zarówno tych ze starszego pokolenia (Zapasiewicz - karykaturalny gej w "Uroku wszetecznym" -, Kondrat, Olbrychski, Komorowska, Celińska...), jak i tych wówczas młodych, z których część później też zrezygnowała z aktorstwa (Orłoś, Luft, Robakiewicz, Segda, Opania, Herman); - dobre zdjęcia Kłosińskiego; - piękna muzyka Kilara (choć motyw końcowy to, o ile rozpoznaję, ten sam, który rozbrzmiewa w "Bilansie kwartalnym"). No i całość w miarę dobrze się ogląda, a telewizyjny, około godzinny metraż, sprawi, że te słabości, o których wspomniałem, nie męczą tak, jak przy dłuższym filmie.
_________________ My żyjemy!
|