|
Cóż za nieudany film... Samo założenie, punkt wyjścia, nie są złe - oto bliscy sobie ludzie, znajdujący się nagle w sytuacji ekstremalnej, z której wyjścia nie ma albo też każde jest złe. Ale założenie nie tworzy jeszcze filmu, a tu realizacja jest beznadziejna: niedobre zdjęcia, fatalna praca kamery i koszmarne oświetlenie. I to na pewno nie jest awangardowe podejście twórców, tylko zwyczajna nieudolność. Z tego materiału można było uszyć coś na miarę przyzwoitego słuchowiska lub teatru, zamiast robić niedobry film. Aktorstwo na kolana również nie rzuca, co w przypadku kameralnej historii z niewielką liczbą bohaterów też ma niebagatelne znaczenie. Schuchardt (znowu...) się stara, ale też plącze się w kiepskich dialogach, Gałązka głównie wytrzeszcza oczy i jak zwykle ma fatalną dykcję, zaś młody Borys Otawa jest przede wszystkim irytujący. Jak sam film, który za jakiś czas może być modelowym przykładem na to, jak filmów kręcić nie należy. Moja ocena: 3/10. Choć w zasadzie i punkt mniej mógłbym przyznać.
_________________ My żyjemy!
|