To niewątpliwie bardzo dobry aktor. Ja zwróciłem na niego uwagę już w filmie "Chrzest" Marcina Wrony czy w "Wymyku" Grzegorza Zglińskiego. Od tamtego czasu rzeczywiście mocno się zmienił fizycznie, niektórzy mogliby mieć problem z rozpoznaniem go...
W ostatnim czasie odczuwam jednak pewny przesyt, bo Schuchardt pojawia się w obsadzie co drugiej polskiej produkcji. A może nawet w większej ich liczbie. Przy tym tempie zacznie niedługo gonić Niemczyka.

Oczywiście jest aktorem, dostaje propozycje, które uważa za ciekawe, więc je przyjmuje. To w końcu jego zawód. Ja jednak patrzę jako widz i trochę mnie już męczy tak częste oglądanie jednej i tej samej osoby w tylu filmach. W latach 90. mówiono żartobliwie, że trudno o film, w którym nie graliby Zamachowski, Lubaszenko, Linda czy Kondrat. Teraz nieco podobnie jest z bohaterem wątku, choć akurat on - w przeciwieństwie do wymienionych wcześniej - raczej nie pojawia się w produkcjach wyraźnie nieudanych.