|
Duszy bym w to nie mieszał. Kondrat sprzedał najwyżej twarz, wizerunek jednemu z banków. I to w zasadzie dopiero wtedy, gdy już się na dobre wycofał z aktorstwa. Do tego jest konsekwentny, bo pozostaje wierny tej jednej firmie i niczego innego nie reklamuje. Przypuszczam, że z tej współpracy obie strony są niemal tak samo zadowolone.
Przejdźmy może do aktorstwa. Kondrat to człowiek z aktorskiej rodziny (ojciec, stryj), aktor z pewnością ciekawy, aktywny przez wiele lat i sprawdzający się w zasadzie w każdym repertuarze; potrafi być zarówno bardzo zabawny, jak i prawdziwe dramatyczny. Jako młody człowiek próbował sił w wielu rolach, u reżyserów tworzących w różnym stylu i konwencji - od Wajdy, przez Koterskiego po Majewskiego. Świetnie sprawdzał się też we wcieleniach kabaretowych, by wspomnieć choćby fantastycznego Pana Mareczka w KOL. Tak więc jest to aktor naprawdę wszechstronny, który umie (umiał?) zagrać niemalże każdą rolę. Nie da się przy tym ukryć, że największą popularność zyskał występami w filmach Pasikowskiego (z "Psami" na czele), "C.K. Dezerterach", "Ekstradycji", "Kilerach", czyli w kinie rasowym, często świetnym, ale jednak gatunkowym. I dopiero przed wycofaniem się z aktorstwa przyszła rola wielka w filmie wyjątkowym, czyli w "Dniu świra". Dla Kondrata był to powrót do postaci z "Domu wariatów", ale film jest nakręcony w innej poetyce, tak więc i ten Miauczyński jest inny. Wielu widzów, których ten film i rola zachwyciły, zapewne dzieła z Łomnickim i Majdą nawet nie kojarzy. Nie trzeba go wszak wcale znać, by móc zachwycić się tragikomedią o losie polskiego inteligenta. Jeszcze nie wiem, jak wypadł Kondrat w roli Rzeckiego. Nie przypuszczam też, by wrócił do grania na dłużej, zwłaszcza że jest już człowiekiem wiekowym. Być może będzie to jego ostatni występ na dużym ekranie. Niezależnie od tego, ma za sobą niezwykle ciekawą i bogatą karierę. Daj, Boże, każdemu aktorowi taką.
_________________ My żyjemy!
|