|
Jeśli ktoś, kto wybrał się na najnowszą kinową "Lalkę" liczył między innymi na aktorski popis Marka Kondrata - to się zawiódł. Raz, że Rzeckiego jest mało. Jego historia jest ubożuchna: właściwie widz nie wie na czym zasadza się jego przyjaźń z Wokulskim. Wokulski dwukrotnie nazywa Rzeckiego "porucznikiem armii węgierskiej". Jest odezwanie się Rzeckiego, iż nawet Napoleon popełniał błędy. Raz jeden Rzecki brzdąknie na gitarze Marsyliankę. Z książki wiemy o co w tych scenkach chodzi, ale reżyser miał obowiązek tak to opowiedzieć by nawet osoba nie czytająca zrozumiała. Nie ma cienia autoironii, cienia dobrotliwego humoru z jakim pisarz Prus sportretował Starego Subiekta.
|