|
W sumie nie wiem, po co kręci się takie filmy. Tzn. niby wiem: żeby Pasikowski z Lindą mogli sprzedać swój ostatni(?) wspólny projekt i żeby obaj mogli się dobrze bawić podczas pracy nad filmem. Czy równie dobrze w trakcie oglądania bawi się widz? Ja tak sobie. Jako thriller "Zamach..." sprawdza się średnio. Brakuje tu tempa i emocji. Jako kino historyczno-polityczne również kuleje. Pod tym względem np. "Jack Strong" wydaje się mi się jednak lepszy. Najnowsza produkcja Pasikowskiego to w sumie taki refleksyjny moralitet w sensacyjnym sosie, opowieść o PRL-u, który za tandetnie polukrowaną fasadą skrywa obłudę i moralną zgniliznę. Bo wbrew tytułowi film chyba najmniej dotyczy samego zamachu. Jest tu sporo autoironii (choćby scena początkowa) i zabawy konwencją. Linda, jako się rzekło, dobrze czuje się w roli zgorzkniałego i pogodzonego z losem zawodowca na ostatniej prostej. Z kolei Gruszka, choć gra prostytutkę, paradoksalnie tworzy jedną z ciekawszych postaci kobiecych w kinie Pasikowskiego, a te postacie są często bardzo jednowymiarowe. Całość jednak jakoś nie bardzo się spina, nie angażuje. Ogląda się dobrze, ale zaraz po seansie ulatuje z pamięci. Moja ocena: 5/10.
_________________ My żyjemy!
|