I kolejny wątek, którego logiczność lekko mnie zastanowiła. Niwiński miał ze sobą w Krakowie dokumenty poległego Miszczyka. Po tym, jak okazało się, że poszukuje go Gestapo, dzięki wstawiennictwu profesora, dostaje kontakt do kogoś z konspiracji i w tej konspiracji legalizują mu dokumenty na nazwisko Miszczyka. Zastanawia mnie, dlaczego ówczesne podziemie, które musiało wiedzieć, kim był Miszczyk i jaką misję mu powierzono we wrześniu, nie ostrzegło w żaden sposób Niwińskiego, że te dokumenty mogą nie być całkiem bezpieczne dla właściciela. Przecież musieli się domyślać, że Niemcy takich oficerów jak Miszczyk, będą poszukiwać. A tam pada tylko pytanie, czy ten człowiek na pewno nie żyje.
P.S. A w ramach wyłapywania smaczków... dochodzę do wniosku, że na ścianie w domu, u kolejarza Białasa, czyli Zygmunta Kęstowicza wisi portret małżonków prawdopodobnie z "Dwóch żeber Adama"
