Nie wszyscy, także na tym forum, lubią kino Smarzowskiego. A ja cholera lubię! Może i wali siekierą. Ale wali celnie. W dodatku z sensem. A między ciosami siekiery są też delikatne maźnięcia pędzlem. Takim maźnięciem w "Weseלu" był wstrząsający epizod starego, łysego, wychudzonego, umierającego niemal Krzysztofa Kowalewskiego, który mówił, że były stodoły, w których Żydzi ginęli, a były takie, w których ich ukrywano.
"Dom dobry" wcale nie ma dobrego opisu. Nigdzie. Bo to nie jest historia przemocy, to nie jest opowieść o granicach miłości, to jest opowieść o tym, co dzieje się w głowie człowieka będącego ofiarą przemocy. Proszę zapomnieć o tym, że zobaczycie jednowymiarowy przekaz, że jak przemoc, to zawsze faceta wobec kobiety. Na marginesie głównego wątku jest przemoc kobiety wobec mężczyzny, jest też przemoc w związku homoseksualnym, konkretnie lesbijskim.
Aktorzy bez zarzutu, ileż tu dopieszczonych epizodów, by wspomnieć choćby Andrzeja Konopkę czy Magdalenę Gorzelańczyk, ale to film przede wszystkim głównych bohaterów. Agata Turkot ma zadanie trudne, bo przez całe sekwencje milczy, musi grać wzrokiem i wyrazem twarzy. Wychodzi z tego zwycięsko, choć chwilami miałem wrażenie, że wyczerpywał się jej już zestaw kombinacji mimiki twarzy, ale to nie jej wina. Jeśli już to może montażowo można było wybrać inne momenty. Tak czy siak - świetna rola. Dla mnie to jednak przede wszystkim film Tomasza Schuchardta, który stworzył kapitalny portret - po prostu ZŁA. Które jedzie po wszystkim jak taran, a jak już nic nie zostało do rozwalenia, to rozwala samo siebie. Kawał roli, też niełatwej, bo w dużej mierze zbudowanej z sekwencji zadawania przemocy, a przecież też ileż można znaleźć na to aktorskich sposobów? Schuchardt znalazł ich jednak wystarczająco dużo, żeby stworzyć kreację.
Na końcu oczywiście odjazd kamery, ale tym razem odjazd stosunkowo niedaleki.

_________________
...i zdanżam na czas proszę pana!
www.mariuszgorczynski.pl